Przyszła pora na zmiany. Postanowiłem zmienić nazwę bloga i jego wygląd. W sumie przymierzałem się do tego już od dawna, ale w końcu zebrałem się w sobie. Skąd w ogóle taki pomysł?
Pasja buduje moje życie - tak brzmiała nazwa starego bloga. Była wymyślona na poczekaniu. Sugerowała mi, że pisanie różnych rzeczy jest moja pasją. To co było napisane pod starą nazwą ma ze sobą wiele różnych wspomnień. Teraz postanowiłem wejść na wyższy poziom. Po długich rozmyślaniach wpadłem na pomysł, aby blog miał tytuł "Obiektywny subiektywizm". Dlaczego? Bowiem jako student dziennikarstwa zostałem uświadomiony, że prawdziwy obiektywizm nie istnieje. Każdy z nas podchodzi do danej sprawy indywidualnie i wedle swoich upodobań. Nie można spojrzeć na coś obiektywnie, bo człowiek zawsze w podświadomości będzie chwalił to co lubi, a ganił to czego nie lubi. Tego nie da się przeskoczyć. Można próbować się zbliżyć do napisania czegoś obiektywnie, ale jak to mawiał Leo Beenhakker jest to "International level".
Ostatnio kiepsko było z pisaniem, ale postaram się częściej coś tutaj naskrobać. Oprócz tematów, które gdzieś głębiej mnie dotykają będę chciał pisać tutaj o poważniejszych sprawach. Mam w głowie jeszcze wiele pomysłów na ciekawe teksty. Co z tego wyniknie zobaczymy za kolejne 50. wpisów na blogu. :)
Mam też jeszcze jedną niespodziankę. Do powyższych zmian dorzucam także fanpage na facebooku, aby po prostu ten kto chce czytać moje wypociny mógł mieć informację o nich. Wszystko znajduje się pod adresem https://www.facebook.com/subiektywnyobiektywizmblog
P.S. Teraz pora na dwa świąteczne dni. Smacznego wszystkim życzę. No i żużlowego lanego poniedziałku zarówno na stadionach jak i przed telewizorem! :)
sobota, 19 kwietnia 2014
Pogadajmy za plecami
Może w obliczu świąt wielkiej nocy nie jest to najlepszy temat, ale postanowiłem jednak o tym dzisiaj napisać. W końcu obgadywanie drugiego człowieka za plecami to coś z czym spotykamy się na co dzień. To w sumie taki chleb powszedni.
Czym jest spowodowane to, że obrabiamy komuś dupę? Zawiść, zazdrość, niechęć do drugiej osoby. Przykładów można mnożyć. Ludzie stwarzają wyimaginowane problemy, które przeradzają się potem w powyższe. Czy tak trudno jest podejść do drugiego człowieka i mu powiedzieć prosto w twarz, co nam się nie podoba, co nas irytuję etc? Najwidoczniej tak jest, bowiem łatwiej jest usiąść z kimś innym i porozmawiać o tym trzecim. W końcu nic tak nie zbliża ludzi jak wspólny wróg. Prościej jest kogoś obgadać niż pochwalić. Odwaga to coś czego wielu z nas brakuje. Lepiej żyć w fałszu i obłudzie. Uśmiechać się ironicznie do drugiej osoby, a gdy tylko ona nie patrzy to wbijać przysłowiową szpilę.
Każdy to robi. Każdy obgaduje. Jeśli się mylę to niech ten, który z Was jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
Peace! :)
P.S. Wesołych Świąt.
Czym jest spowodowane to, że obrabiamy komuś dupę? Zawiść, zazdrość, niechęć do drugiej osoby. Przykładów można mnożyć. Ludzie stwarzają wyimaginowane problemy, które przeradzają się potem w powyższe. Czy tak trudno jest podejść do drugiego człowieka i mu powiedzieć prosto w twarz, co nam się nie podoba, co nas irytuję etc? Najwidoczniej tak jest, bowiem łatwiej jest usiąść z kimś innym i porozmawiać o tym trzecim. W końcu nic tak nie zbliża ludzi jak wspólny wróg. Prościej jest kogoś obgadać niż pochwalić. Odwaga to coś czego wielu z nas brakuje. Lepiej żyć w fałszu i obłudzie. Uśmiechać się ironicznie do drugiej osoby, a gdy tylko ona nie patrzy to wbijać przysłowiową szpilę.
Każdy to robi. Każdy obgaduje. Jeśli się mylę to niech ten, który z Was jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
Peace! :)
P.S. Wesołych Świąt.
wtorek, 15 kwietnia 2014
Trochę inna relacja
W końcu ruszył sezon żużlowy, a razem z nim częste odwiedzanie stadionu przy ulicy Bydgoskiej w Pile. Moje miejsce na ziemi gdzie wszelkie inne problemy przestają mieć znaczenie. Tutaj przeżywam podczas każdego meczu niezapomniane emocje. Zarówno dobre jak i złe. Nie inaczej było w niedzielę kiedy to Polonia Piła zmierzyła się z Wandą Kraków.
Niedziela, 13 kwietnia - na ten dzień czekali wszyscy sympatycy czarnego sportu w Pile i w okolicach. Już od rana rosła adrenalina na samą myśl o inauguracji sezonu. Przy porannej kawie postanowiłem na chłodno przeanalizować skład drużyny z Krakowa i z Piły. Ogarnęło mnie wtedy małe zwątpienie. Wiedziałem, że mecz będzie bardzo trudny dla Polonii, ale uświadomiłem sobie jeszcze bardziej, że będzie cholernie ciężko coś ugrać. W składzie z Krakowa tacy doświadczeni jeźdźcy jak Karol Baran czy Rafał Trojanowski. Mimo to wierzyłem w swoich. Serce podpowiadało, że będzie wynik 47:43. Rozum mówił o wyniku odwrotnym. Godzina 12, szybki obiad, potem spakowanie dyktafonu, magicznego zeszytu i można ruszać powoli w kierunku Piły, a następnie na stadion. Godzina 14 melduję się na terenie stadionu, odbieram akredytację i zasiadam na trybunach. Przemiłe towarzystwo umila mi czas. Rozmowy nie tylko dotyczą żużla, ale także innych spraw. Jest zabawnie, wszystkim dopisuje humor. Teraz niech tylko nasi wygrają mecz. Co chwila spoglądam na zegarek. Chcę już aby w końcu wystartowali. Spoglądam także w niebo i ogarnia mnie niepokój. Ciemne chmury gromadzą się nad stadionem. Myślę sobie- kurde, zacznie padać i nici z meczu. Dosłownie przed pierwszym biegiem spadł deszcz, a tutaj jeszcze przemowa prezesa i Stokłosy. Wystartowali. Pierwsze trzy biegi na remis. Moje obawy przed tym, że to będzie trudny mecz okazały się zasadne. Emocji było co nie miara. Dawno nie widziałem tak przyczepnego toru w Pile. Z każdym kolejnym biegiem pilscy żużlowcy zwiększali przewagę. Moje serce ogarniała radość. Tak samo jak około sześć tysięcy innych ludzi zgromadzonych tego popołudnia na trybunach. Już przed biegami nominowanymi było wiadomo, że wygraliśmy. Radocha ogromna i satysfakcja z wygrania z jednym z kandydatów do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Piętnaście biegów za mną więc zbiegam szybko z trybun i kieruję się do parku maszyn, aby porobić wywiady. Przed bramą do parku spotyka mnie niemiła niespodzianka. Ochroniarze nie chcą wpuścić mnie i paru kolegów dziennikarzy. Myślę sobie- co za głąby. Mieli polecenie nie wpuszczać nikogo na teren parku maszyn, ale dziennikarz to inna bajka jest w tym wszystkim i ma prawo wejść. No dobra, czekamy 15 minut aż w końcu zmądrzeją i wchodzimy. W boksach już trochę pustki, bo wielu zawodników poszło pod prysznic, wielu już było przebranych. Szybko uderzam z pytaniami do Piotra Dyma. Przemiły gościu. Taki rockman. Czuje że to będzie mój stały rozmówca po meczach w Pile. Następnie szukam Rafała Trojanowskiego. Gdy tylko pojawia się na zawodach w Pile to zawsze z nim rozmawiam. Zawsze analitycznie opisuje swój występ. Na deser krótka rozmowa z trenerem Michaelisem. Ten to rozgadany. Lubie takich rozmówców. Nie trzeba z nich nic wyciągać na siłę. Mam trzy wypowiedzi. Starczy na dzisiaj. Potem jeszcze krótka rozmowa z kolegami i koleżankami po fachu i zbieram się ze stadionu, na który wracałem, wracam i będę wracać. Tradycją po meczu jest małe piwo po zakończeniu roboty. Świętowanie wygranej albo opijanie porażki. Tym razem świętowanie. Rozmowy niedotyczące speedwaya. jest miło i przyjemnie, ale pora się zbierać na autobus do domu. Około 21 zabieram się za pisanie. Całkiem szybko mi to idzie. Ciężko było być obiektywnym, ale się udało. Opublikowane. Potem szybko spisuję wypowiedzi po meczu.i też publikuję. Godzina 22:30 i po wszystkim. Można iść spać. Intensywny dzień z wieloma emocjami się kończy. W głowie tylko jedna myśl- kocham ten sport i kocham to co robię. Dobranoc.
Niedziela, 13 kwietnia - na ten dzień czekali wszyscy sympatycy czarnego sportu w Pile i w okolicach. Już od rana rosła adrenalina na samą myśl o inauguracji sezonu. Przy porannej kawie postanowiłem na chłodno przeanalizować skład drużyny z Krakowa i z Piły. Ogarnęło mnie wtedy małe zwątpienie. Wiedziałem, że mecz będzie bardzo trudny dla Polonii, ale uświadomiłem sobie jeszcze bardziej, że będzie cholernie ciężko coś ugrać. W składzie z Krakowa tacy doświadczeni jeźdźcy jak Karol Baran czy Rafał Trojanowski. Mimo to wierzyłem w swoich. Serce podpowiadało, że będzie wynik 47:43. Rozum mówił o wyniku odwrotnym. Godzina 12, szybki obiad, potem spakowanie dyktafonu, magicznego zeszytu i można ruszać powoli w kierunku Piły, a następnie na stadion. Godzina 14 melduję się na terenie stadionu, odbieram akredytację i zasiadam na trybunach. Przemiłe towarzystwo umila mi czas. Rozmowy nie tylko dotyczą żużla, ale także innych spraw. Jest zabawnie, wszystkim dopisuje humor. Teraz niech tylko nasi wygrają mecz. Co chwila spoglądam na zegarek. Chcę już aby w końcu wystartowali. Spoglądam także w niebo i ogarnia mnie niepokój. Ciemne chmury gromadzą się nad stadionem. Myślę sobie- kurde, zacznie padać i nici z meczu. Dosłownie przed pierwszym biegiem spadł deszcz, a tutaj jeszcze przemowa prezesa i Stokłosy. Wystartowali. Pierwsze trzy biegi na remis. Moje obawy przed tym, że to będzie trudny mecz okazały się zasadne. Emocji było co nie miara. Dawno nie widziałem tak przyczepnego toru w Pile. Z każdym kolejnym biegiem pilscy żużlowcy zwiększali przewagę. Moje serce ogarniała radość. Tak samo jak około sześć tysięcy innych ludzi zgromadzonych tego popołudnia na trybunach. Już przed biegami nominowanymi było wiadomo, że wygraliśmy. Radocha ogromna i satysfakcja z wygrania z jednym z kandydatów do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Piętnaście biegów za mną więc zbiegam szybko z trybun i kieruję się do parku maszyn, aby porobić wywiady. Przed bramą do parku spotyka mnie niemiła niespodzianka. Ochroniarze nie chcą wpuścić mnie i paru kolegów dziennikarzy. Myślę sobie- co za głąby. Mieli polecenie nie wpuszczać nikogo na teren parku maszyn, ale dziennikarz to inna bajka jest w tym wszystkim i ma prawo wejść. No dobra, czekamy 15 minut aż w końcu zmądrzeją i wchodzimy. W boksach już trochę pustki, bo wielu zawodników poszło pod prysznic, wielu już było przebranych. Szybko uderzam z pytaniami do Piotra Dyma. Przemiły gościu. Taki rockman. Czuje że to będzie mój stały rozmówca po meczach w Pile. Następnie szukam Rafała Trojanowskiego. Gdy tylko pojawia się na zawodach w Pile to zawsze z nim rozmawiam. Zawsze analitycznie opisuje swój występ. Na deser krótka rozmowa z trenerem Michaelisem. Ten to rozgadany. Lubie takich rozmówców. Nie trzeba z nich nic wyciągać na siłę. Mam trzy wypowiedzi. Starczy na dzisiaj. Potem jeszcze krótka rozmowa z kolegami i koleżankami po fachu i zbieram się ze stadionu, na który wracałem, wracam i będę wracać. Tradycją po meczu jest małe piwo po zakończeniu roboty. Świętowanie wygranej albo opijanie porażki. Tym razem świętowanie. Rozmowy niedotyczące speedwaya. jest miło i przyjemnie, ale pora się zbierać na autobus do domu. Około 21 zabieram się za pisanie. Całkiem szybko mi to idzie. Ciężko było być obiektywnym, ale się udało. Opublikowane. Potem szybko spisuję wypowiedzi po meczu.i też publikuję. Godzina 22:30 i po wszystkim. Można iść spać. Intensywny dzień z wieloma emocjami się kończy. W głowie tylko jedna myśl- kocham ten sport i kocham to co robię. Dobranoc.
wtorek, 25 marca 2014
Doświadczenie
Chyba powinienem zacząć ten wpis od postawienia tezy, że doświadczenie jest cenniejsze od złota i od wszystkich innych skarbów. Dlaczego? Bo doświadczenia nie można kupić.
Dzisiaj wszędzie jest potrzebne doświadczenie. Czytasz ofertę pracy i widzisz dopisek "doświadczenie mile widziane". To norma. Coraz częściej zdarza się jednak dopisek "doświadczenie minimum x lat". Najlepiej jeszcze żeby to był ktoś młody. Taka sytuacja. Takie realia. Jak żyć?
Jak to doświadczenie zdobyć? Na to nie ma sposobu. Doświadczenia na pewno nie nabierzemy chodząc do szkoły czy będąc na studiach. Tutaj z reguły uczymy się suchej teorii. Oczywiście są małe wyjątki na wybranych zajęciach, ale to tylko kropla w morzu. Każdy z nas ma inne cele zawodowe. Sądzę, że musimy korzystać ze wszystkich okazji, które nam się przytrafiają. Nikt nam przecież nie da nic za darmo. Nie te czasy. Musimy to sami zdobyć. Musimy to mówiąc kolokwialnie- wyrwać. Chcesz coś osiągnąć człowieku w życiu to nie możesz siedzieć na dupie. Od tego doświadczenia zawodowego nie nabierzesz. Od tego jedynie nabawisz się odcisków na dupie. Nawet najmniejsza przygoda może zaprocentować w przyszłości.
Jakieś wnioski? Im szybciej zaczniesz zdobywać różne doświadczenia, tym szybciej coś w życiu osiągniesz. Doświadczenie jest w końcu na wagę złota.
Peace!
P.S. Trochę prywaty na sam koniec. Ten wpis jest wpisem numer 50 na tym blogu. Nie spodziewałem się, że aż tak dużo ich się tutaj znajdzie. Mimo iż ostatnio z weną kiepsko bywa to postaram się napisać drugie tyle, a może i więcej.
sobota, 15 marca 2014
Mentalność
Wiele w życiu zależy od ludzkiego charakteru i mentalności. Dlatego też postanowiłem dzisiaj się przyjrzeć różnym sposobom myślenia i odnoszenia się do rzeczywistości.
Na pierwszy ogień idzie mentalność indywidualistyczna. Postawa w której potrzeby i żądze jednostki są najważniejsze. Nie liczy się dobro grupy czy jakiejś zbiorowości. Liczy się tylko "ja" i myślenie o sobie, a jedyne co się widzi to czubek własnego nosa. Można powiedzieć, że to jest zwyczajny ludzki egoizm. Czy jest to dobra ludzka postawa? Z pewnością nie, ale każdy może sądzić inaczej, bo pewnie ile ludzi, tyle opinii. Wiadomo przecież, że koszula bliższa ciału.
Skoro była mowa o egoizmie, to dla kontrastu trzeba opisać altruizm. Postawa w której jednostce bardziej zależy na dobru innych ludzi niż na swoim. Nie ważne to, że mi jest źle, bo najważniejsze dla mnie żebyś Ty był szczęśliwy. Szlachetna to podstawa i coraz rzadziej spotykana. Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że ludzie coraz częściej są egoistami? A może nie chcą dawać się naiwnie wykorzystać?
Specyficznym rodzajem mentalności jest mentalność zwycięzcy. Dla takiej osoby liczy się tylko wygrana. Wszystkie siły i całą energię wkłada w to, aby wygrać. Człowiek chce się stawać lepszym i lepszym w tym co robi. Takiej osobie często towarzyszy niezadowolenie. Mimo drobnych sukcesów chciałby osiągać jeszcze więcej. Może to trochę zachłanna postawa, ale z drugiej strony można stwierdzić, że im wyżej postawiona poprzeczka, tym wyżej jest się w stanie skoczyć.
Dziwną postawą jest mentalność osoby uległej i będącej w cieniu. Wiadomo, że ktoś musi przegrać żeby ktoś wygrał. Ktoś musi rządzić, żeby ktoś był poddanym. Taka postawa jak każda inna ma swoje plusy i minusy. Jej plusem jest przede wszystkim to, że taki człowiek na pewno nie postawi sobie zbyt wysokich celów i nie spadnie z przysłowiowego wysokiego konia. Zachowawczość czasami w życiu się przydaje. Minusem z pewnością jest fakt, że taka osoba może być przestawiana z kąta w kąt, a chyba nikt z nas tego nie lubi.
Z pewnością można wyróżnić jeszcze wiele innych rodzajów mentalności. Ja opisałem takie, które najbardziej mi się rzucają w oczy. A Ty jaką masz mentalność? Myślisz o sobie czy o innych? Chcesz wygrywać czy może wolisz być na drugim planie?
Peace!
Subskrybuj:
Posty (Atom)