Pora na moją interpretację kolejnego stwierdzenia dosyć często spotykanego w życiu codziennym. Tym razem wybór padł na "grę w otwarte karty". Chyba dlatego, że mignęła mi gdzieś przez moment transmisja telewizyjna z zawodów pokerowych.
Czasami życie można przyrównać do gry w karty. Przykładowo grając w pokera ja mam pięć kart i przeciwnicy także. Wszystko zależy wtedy od tego jakie karty przydzieliło nam rozdanie. Mając szczęście i dobre karty możemy podbijać stawkę, aby wygrać jak najwięcej. Przecież w tej grze chodzi o to żeby wygrać. A co jak los sprawi, że dostaniemy słabe karty i dobra passa się odwróci? Są trzy wyjścia. Możemy się od razu poddać, zwinąć zabawki i pójść grzecznie do domu. Możemy umiejętnie blefować, tak żeby zamotać naszego przeciwnika, który spasuje. Możemy także zagrać w otwarte karty, bo a nóż widelec przeciwnik ma jeszcze słabsze. Pierwsza opcja jest dla słabeuszy, a druga dla ludzi o żelaznych nerwach i o poker fejsie. A trzecia?
Gra w otwarte karty jest dla odważnych ludzi. Nie każdy ma w sobie tyle odwagi żeby wyłożyć wszystkie karty na stół bez żadnego blefowania. Blef to takie małe oszustwo zarówno samego siebie jak i naszego przeciwnika. Ludzie częściej wolą się poddać niż zagrać va bank. Na pierwszy rzut oka nie widać w tym żadnego ryzyka, bo przecież możemy tylko zyskać i nic nie tracimy. Mamy słabe karty, ale liczymy, że przeciwnik ma jeszcze gorsze. Liczymy się z porażką, ale mamy nadzieję na wygraną. Gramy fair z przeciwnikiem i wychodzimy z założenia, że lepiej jest szybko załatwić sprawę. Ja swoje, on swoje i wygrywa lepszy. Proste jak budowa cepa.
W życiu także lepiej wykładać przysłowiowe karty na stół. Wszystko po to, a żeby sytuacja z naszym "przeciwnikiem" była jasna i klarowna. Po co nam jakieś niedomówienia? Po co nam jakieś niewyjaśnione sytuacje? Lepiej szybciej się dowiedzieć na czym się stoi i zakończyć jedną, przegraną partię. Przecież czeka nas jeszcze wiele rozdań w tej grze i może wtedy los się do nas uśmiechnie?
Peace! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz